piątek, 08 grudnia 2006
Teściowie


TEŚCIOWIE
The In-Laws
USA, Kanada, Niemcy, 2003
reż. Andrew Fleming




Film Andrewa Fleminga, to miłe kino familijne, komedia, kino akcji, oraz trochę romansidła. Taka sympatyczna produkcja, która mimo, że nie oferuje nam humoru najwyższej próby, to jednak potrafi wprowadzić w dobry i pogodny nastrój. Ot, kolejny remake i komedia dla całej rodziny.

Opowieść o perypetiach dwóch panów, którzy mają zostać teściami. To zupełne przeciwieństwa - jeden z nich jest agentem CIA (w tej roli oczywiście Douglas), drugi zaś ustabilizowanym i prawowitym obywatelem (gapowaty Albert Brooks). Można więc spytać - co ich łączy? Ano dzieci, które mają zamiar wziąć wspólny ślub. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Steve ("dziki" teść) wplątuje w swoje akcje Jerry'ego. Zaczyna się komedia.



Co tu mówić, wszystko jest jasne. Taki scenariusz to zazwyczaj samograj, z którego wręcz naturalnie tworzy się humor, nawet bez kontroli reżysera. Zresztą Pan Fleming roboty - teoretycznie - miał ilość śladową, ponieważ film ten to remake z 1979. Przyznać trzeba, że całkiem udany remake. Warto podkreślić również, że autorem zdjęć do filmu, jest nasz rodak, Alexander Gruszynski.

Podstarzały 007 dla rencistów, biega w prawo i w lewo, robi uniki, wplątuje się w zabawne sytuacje, prowadzi humorystyczne dialogi, a żeby tego było mało, dostarcza niezłej dawki adrenaliny przyszłemu teściowi swojego syna, ciągając go we wszystkie miejsca, w jakie sam uczęszcza. Oczywiście gwiazdą jest tu Michael Douglas (swoją drogą odtwórca głównej roli w jednym z moich ulubionych filmów - Gra), który swoim podstarzałym wdziękiem urzecze zapewne niejedną emerytkę.

Ciężko powiedzieć cokolwiek więcej. Jeśli nie przeraża Cię widok faceta w stringach, to nie masz nic do stracenia. Bo mimo, że Teściowie to przeciętniak jakich wiele, to jednak przeciętniak bardzo przyjemny.


_____
Marika
10:58, ja-marika , Komedia
Link
czwartek, 07 grudnia 2006
Dzikie trzciny


DZIKIE TRZCINY
Les Roseaux Sauvages
Francja, 1994
reż. André Téchiné




Piękne zdjęcia Jeanne Lapoirie, doskonale skonstruowany scenariusz, mieszanina młodzieńczych uczuć, brawurowe role młodych aktorów, tworzą obraz chyba najbardziej przekonującego filmu o dojrzewaniu.

Akcja toczy się w czasie wojny w Algierii, to jest w 1962 roku. Echa wojny docierają również do niewielkiego francuskiego miasteczka, gdzie znajduje się trójka przyjaciół uczących się w liceum - Maite (Élodie Bouchez), Serge (Stéphane Rideau) oraz Francois (Gaël Morel). Do tego zróżnicowanego trójkąta dołącza również Henri (Frédéric Gorny), który zgodę na niepodległość Algierii uważa za narodową zdradę. Sam nie krje sympatii dla terrorystów z OAS. Mimo wszystko, różnice poglądów nie przeszkadzają w zbliżeniu algierskiego licealisty z Maite - córką zażartej komunistki...

Ten francuski film pokazuje całą złożoność czasu dojrzewania nastolatków. Francois - najbliższy przyjaciel Maite - odkrywa (na początku z lekkim speszeniem czy wręcz przerażeniem), że jest gejem. Mimo, że pierwsze zbliżenie przeżył z Sergem, ten drugi traktuje je wyłącznie jako przygodę. Prawdziwą namiętność czuje do przyjaciółki Francoisa, ta jednak zdaje się być bardziej zainteresowana, czy nawet zafascynowana Henrim.

Szybko okazuje się, że chłopak ze skłonnościami homoseksualnymi pozostanie ze swoim problemem sam, mimo, że gorączkowo szuka pomocy. Serge zaś śle pożądliwe spojrzenia w stronę Maite, która jest wyraźnie speszona i otwarcie to oznajmia. Kiedy jednak zjawia się algierczyk Henri, niknie gdzieś jej strach, dziewczęcy wstyd i nieśmiałość.



Przyznać trzeba, że André Téchiné zrobił przysłowiowy "kawał dobrej roboty", bo scenariusz jest wprost doskonały. W umiejętny ale nienachalny sposób wydobył głębię postaci, nie traktując nikogo gorzej, każdemu z bohaterów poświęcając tyle samo czasu i uwagi. Cieszy fakt, że w końcu ktoś podjął temat okresu wchodzenia w dorosłość, ale nie w sposób sentymentalny. Widz doskonale wyczuwa budzącą się świadomość seksualną, bez natręctw i wulgarności.

Téchiné stworzył poprostu piękny film. Nie można rownież zapominać o aktorach - Stéphane Rideau wcielający się w rolę Sergea, w czasie zdjęć miał zaledwie osiemnaście lat i przyznać trzeba, że ze swojego zadania wywiązał się bardzo dobrze. Szkoda, że później - przynajmniej w Polsce - został zapomniany. Filmy z jego udziałem nie miały swoich premier w naszym kraju.

Brawa należą się też Jeanne Lapoirie, która oddała piękno francuskiej prowincji, oraz wydobyła głębię z pięknych krajobrazów. Mówiąc krótko, Dzikie trzciny jak mało który film zasłużyły sobie na deszcz Cezarów. Znakomite kino i lektura obowiązkowa.


_____
Marika
18:52, ja-marika , Dramat
Link
środa, 06 grudnia 2006
Nienawiść


NIENAWIŚĆ
La Haine
Francja, 1995
reż. Mathieu Kassovitz




Poruszająca opowieść o trójce przyjaciół najbardziej odległych "rasowo" jak tylko się da. Film przedstawia 24 godziny z życia żyda Vinza, araba Saida oraz czarnoskórego Huberta.

To typowi przedstawiciele francuskiej ulicy. Zdegradowani młodzi ludzie, błąkający się bez celu po wszelkich możliwych, "klimatycznych" zakątkach. Kiedy w dzielnicy wybuchają zamieszki, a ranny zostaje Abdel - kolega "egzotycznej" trójki - w ich gronie narasta nienawiść. Nienawiść do policji, do całej Francji, do życia, do samych siebie. Jednak najważniejszym wydarzeniem jest znalezienie przez Vinza broni policjanta (który zgubił ją podczas zamieszek). Młody żyd poprzysięga zemstę na stróżach prawa, jeśli Abdel nie przeżyje.

Zaledwie dwudziestoośmioletni Mathieu Kassovitz, stworzył wspaniałe studium psychologiczne poszczególnych bohaterów. Vinz teoretycznie jest żydem, jednak nie uznaje żadnych świętości, opluwa wszystkie wyższe wartości, a celem samym w sobie jest rozładowanie narastającej w nim agresji. Said to chyba postać wzbudzająca najwięcej sympatii. Wesoły i beztroski, ale jednak głęboko siedzący w środowisku francuskiej ulicy. Hubert zaś jest najbardziej racjonalny i spokojny. Chce wyrwać się z otoczenia przytłaczających blokowisk, on jedyny hamuje dzikie zapędy Vinza. Czy jednak uda mu się spełnić swoje marzenie i uciec z dzielnic biedy?



Ciekawostką jest, że imiona postaci odpowiadają prawdziwym imionom aktorów. Czyżby był to celowy zabieg reżysera, aby bardziej zżyli się z postacią ?

Film ten to również doskonałe przedstawienie problemu rasizmu, obecnego do dziś w kraju Brigitte Bardot. Przerażająca przepaść i kontrast między imigrantami z blokowisk, a francuską "burżuazją" daje wiele do myślenia. Zaczynamy myśleć nie tylko "ogólnie", ale również w kontekście Polski - co się stanie, jeśli nasza Ojczyzna stanie się kolejnym krajem Europy, do którego masowo będą przybywać tysiące imigrantów w poszukiwaniu "lepszego życia"?

Cała Nienawiść zrealizowana jest w konwencji filmu noir, co tylko dodaje smaczku i emocji obrazowi. Brawa należą się również dla trójki aktorów, którzy zrealizowali chyba wszystko, co Mathieu Kassovitz chciał. A propos tego młodego artysty - to nie tylko świetny reżyser (co udowodnił nie tylko w Nienawiści ale także Purpurowych rzekach) ale i aktor, który w dorobku ma już niemało filmów. Ostatnim, w jakim można było go obejrzeć, to Monachium sprzed roku. Ten młody Paryżanin zaczyna mnie coraz bardziej interesować, i innym również polecam bacznie przyjrzeć się jego karierze, która nabiera coraz szybszego tempa. Będą z niego ludzie.

Podsumowaniem niech będą słowa twórcy Don Kichota, Miguela Cervantesa de Saavedra'a - "gdzie króluje nienawiść, nie może żyć cnota, ani gdzie panuje ubóstwo, wolność."


_____
Marika
15:23, ja-marika , Dramat
Link
poniedziałek, 20 listopada 2006
Kobiety na sprzedaż


KOBIETY NA SPRZEDAŻ
Sex Slaves
Wielka Brytania, Kanada, Francja, 2005
reż. Ric Esther Bienstock




Przygnębiający dokument o przedmiotach, rzeczach, nazywanych także kobietami.

Bienstock czuwał nad filmem obnażającym niesprawiedliwość tego świata i ukazującym los mołdawskich oraz ukraińskich sprzedanych bardziej lub mniej świadomie. Jedno jest pewne - żadna z nich nie zasłużyła na takie traktowanie. Zaczyna się oczywiście niewinnie - dobra praca dla zdesperowanych dziewczyn. Opiekunka do dziecka, kelnerka. Kończy się w publicznym domu pod przymusem, pod groźbami śmierci. Ucieczka jest prawie niemożliwa, udaje się tylko tym najtwardszym. Ale któż pozostałby nieugięty, jeśli musiałby 'obsłużyć' dwudziestu klientów dziennie i wysłuchiwać gróźb pod adresem swojej rodziny?

W Kobietach na sprzedaż śledzimy losy zdesperowanego męża, który pragnie za wszelką cenę odkupić swoją żonę. Została wywieziona do tureckiego burdelu. Sprzedał ją znajomy. To zazwyczaj pierwsze ogniwo siatki. Zdesperowany partner Katii - bo tak nazywa się porwana blondynka - jest gotowy nawet na sprzedanie swojej nerki. Zaczyna prowadzić dość ryzykowną grę z "właścicielami" jego żony.

Kraty w oknach i dziesiątki klientów tygodniowo. Jeśli dziewczyna ma słabszą psychikę zostaje w burdelu do końca. Najbardziej przerażająca jest swoboda i brak jakiegokolwiek skrępowania w wypowiedziach mężczyzny, który został skazany za werbowanie kobiet. Na ile skazany? To pozostawię jako tajemnicę, którą reżyser odkrywa przed nami dopiero na koniec filmu.



Dlaczego ten dokument tak uderza? Bo wypowiadają się sami "zainteresowani", to znaczy ofiary, którym udało się uciec, lub zostały "wyswobodzone". Ale kiedy skończą już z upokarzającym życiem zostają zupełnie same. Bez opieki psychologa, z licznymi chorobami (również wenerycznymi) i bagażem przeżyć. Nie każdy ma takie szczęście jak Katia - ona ma męża. Inne dziewczyny mają wyłącznie chore rodziny, długi do spłacenia i nocne koszmary.

Obraz Bienstock'a nie kończy się optymistycznie. Widz wręcz nie może uwierzyć, że była prostytutka wraca do okropnego zajęcia. Dla dobra rodziny...a co z jej dobrem?

Na koniec wstrząsająca liczba - 500 000 kobiet rocznie zapewnia przestępcom równie dobre pieniądze co handel narkotykami. Jest tylko pewien drobny szczegół - handel żywym towarem, kobietami, jest znacznie bezpieczniejszy.


_____
Marika
18:25, ja-marika , Dokumentalny
Link
World Trade Center


WORLD TRADE CENTER
World Trade Center
USA, 2006
reż. Oliver Stone




Nieznośnie napuszony, bardzo schematyczny obraz nie byle kogo, bo samego Olivera Stona. Rozczarowująca opowieść o największej tragedii USA ostatnich pięciu lat. Szkoda.

Przyznam, że zwątpiłam, czy może powstać naprawdę dobry film o tym, co zdarzyło się 11 września 2001 roku. Wydawałoby się, że było to wydarzenie tak bezprecedensowe, iż nie sposób zrobić o nim miernego filmu katastroficznego. Okazało się, że można. Szczególnie żal mi reżysera, bo ta produkcja zupełnie mu nie wyszła, a przecież dotąd znaliśmy go z bardzo dobrej strony, patrząc z podziwem na Aleksandra, Urodzonych morderców czy obraz Persona non grata.

Pierwsza część filmu jest dużo bardziej zjadliwa niż druga, płaczliwa i do bólu hollywoodzka. Tak naprawdę akcja koncentruje się na dwóch policjantach, z których jeden jest doświadczonym, "starym" wygą, a drugi to młody i mający całe życie oraz karierę w policji przed sobą. Pech chciał, że kiedy usiłowali ewakuować jeden z budynków, ten zawalił się na nich. Usadowieni jednak w odpowiednim miejscu gliniarze zdołają przeżyć, jednak będzie to życie pod gruzami. Ciężkimi i żelaznymi. Powietrza będzie ubywać, coraz większa duchota, walka o życie...



Film ten to Ameryka taka, jaką chcieliby widzieć Amerykanie. Ameryka bohaterska, bogobojna, honorowa i nieugięta. Stone chce jakby podbudować morale tych, którzy choć na chwilę zwątpili w swój prawy i porządny kraj. Można wręcz garściami łapać wszechobecną "amerykańskość", która nie opuszcza filmu ani na chwilę.

O aktorstwie nie chciałabym się wypowiadać, bo na co stać Cage'a każdy wie. Trochę żal Michaela Pena, bo chyba jako jedyny wyróżniał się choć podstawowym kunsztem aktorskim. Nie sposób też opisać roli Shannona, która jest groteskowa do granic możliwości. Żeby było śmieszniej - zupełnie niezamierzenie. Eksmarines mamroczący do siebie o wartościach, obowiązku wobec ojczyzny i Boga. W życiu nie widziałam śmieszniejszej rzeczy.

Mówiąc krótko, jest to kompletnie nieudany pokaz Amerykańskiej siły. Takie wzajemne poklepywanie po ramieniu. Żeby nie być najgorszą z najgoryszch powiem, że ujęcia w pierwszej części filmu są niezłe, a czasem nawet interesujące.

World Trade Center to film prosty, swoisty pomnik postawiony ofiarom ataku oraz ratownikom. Natrętny i jednocześnie pokrzepiający oraz optymistyczny. Czy taki powinien być film o wielkiej katastrofie USA?


_____
Marika
18:02, ja-marika , Dramat
Link
Gorsza siostra


GORSZA SIOSTRA
The Other Sister
USA, 1999
reż. Garry Marshall




Urocza, cukierkowa komedia romantyczna, bez głębszych rozważań filozoficzych. Ale urocza.

Wielu reżyserów filmów z założenia "lekkich i przyjemnych", wpada w pułapkę nadmiernych przemyśleń i wyrzucania widzowi "kawa na ławę" problemu społecznego, który bez nachalnego wskazywania paluchem jest aż nadto widoczny. Garry Marshall na szczęście ustrzegł się tego błędu i zrobił zwyczajny, a jednak nie do końca pospolity, miły komediodramat. W dodatku romantyczny.

Uporządkowana, przykładna, bogata amerykańska rodzina wychowuje trójkę córek. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie pewien niewielki defekt - jedna z sióstr, jest opóźniona w rozwoju. Aby pozbyć się kłopotu, apodygtyczna matka wysyła ją do szkoły specjalnej. Po jej ukończeniu, Carla - bo tak ma na imię - postanawia wziąć życie w swoje ręce najpierw próbując zdobyć większe wykształcenie, później natomiast, wchodząc w związek z nieśmiałym Dannielem, który również jest opóźniony. Pasują do siebie idealnie...?



Największe brawa (i za to właśnie dodatkowy, czwarty punkt) należą się Juliette Lewis i Giovianni Ribisi'emu. Stworzyli nadzwyczajne kreacje, które wiernie oddają ich miłość. Tak czystą i bezinteresowną, która rzadko zdarza się u ludzi "normalnych". Pytanie tylko - kto jest lepszy? 'My' czy 'oni'?

To wspaniała opowieść twórcy Pretty Woman, chyba w podobnym i dość niepowtarzalnym klimacie. Trochę banalnym, ale jakże ujmującym. Oglądając ten film, rozkoszujemy się pięknym widokiem dwójki zakochanych i kibicujemy ze wszystkich sił, żeby nie rozdzieliły ich rodziny, ani wstyd, ani cokolwiek innego.

Pseudointelektualiści zapewne uznają, że to zwyczajne romansidło za dychę. Ale tak nie jest. Bo oprócz tematu miłości ludzi opóźnionych, poruszany jest również wątek niepełnosprawności intelektualnej wogóle. Daje do myślenia, mimo swej prostej konstrukcji. Trzeba tylko dostrzec ten ukryty element, bardzo dobrze zakamuflowany, który odróżnia Gorszą siostrę od innych kiczowatych produkcji pt. 'komedia romantyczna'.

Bez zbędnego wysilania umysłu, za to ze łzami w oczach. Ujmujące.


_____
Marika
13:35, ja-marika , Komedia
Link
niedziela, 05 listopada 2006
Lot 93


LOT 93
United 93
USA, Wielka Brytania, Francja 2006
reż. Paul Greengrass




Paul Greengrass zrealizował kolejny paradokument, tym razem bardziej udany od swoich poprzednich obrazów jak choćby Zabójstwo Stephana Lawrence'a sprzed siedmiu lat, czy Ten, który odszedł z jeszcze starszego rocznika.

Cała akcja dzieje się feralnego jedenastego września, kiedy to cały świat zamarł w bezruchu. Terroryści dostają się do samolotu i przejmują ster nad skrzydlatą maszyną. Widz razem z bohaterami znajduje się w jednym z porwanych samolotów, ale jedynym który nie uderzył w żaden budynek i nie zabił innych ludzi niż pasażerów...

Muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowana filmem. Raczej konwencjonalny, zbyt drobiazgowy, podobny do innych traktujących o tej tematyce. Pierwsza scena to oczywiście modlitwa jednego z islamskich terrorystów nad Koranem. A później krótkie zdanie rzucone przez towarzysza.
"Już czas."



Mówiąc szczerze, dość znacznie zirytowało mnie przeniesienie akcji z samolotu do różnorakich centrów. To sprawa niezbędna i konieczna aby pokazać niepokój na ziemii, wypierany później przez panikę. Jednak skoncentrowanie filmu właśnie tam, jest delikatną przesadą, tym bardziej, że dopiero pod koniec przenosimy się do samolotu linii United Arlines, Lot 93.

Owszem, napięcie jest nieźle budowane, ale szkoda, że dopiero po trwaniu 3/4 filmu. Spanikowani pasażerowie dzwonią do swoich bliskich, i wszyscy (dziwnym trafem) mówią "kocham cię" lub "powiedz jej, że ją kocham". Wzruszające, bo prawdziwe. Ofiarność, wielki zryw i prawie beznadziejna walka podjęta przez pasażerów, którzy nie zostają bierni.

Nie potrafię się rozpisywać na temat takich obrazów. Są zbyt tragiczne, żeby o nich mówić więcej. Można zobaczyć. Ale jeśli ktoś nie ma tego filmu w swoim "dorobku", to zapewniam, że niczego wielkiego i niesamowitego nie stracił. Ot, kolejna amerykańska próba zamknięcia sprawy 11 września. Szkoda.


_____
Marika
11:12, ja-marika , Dramat
Link
sobota, 04 listopada 2006
Uzak


UZAK
Distant
Turcja, 2002
reż. Nuri Bilge Ceylan




Opowieść nader cicha i po prostu ludzka. Amatorscy aktorzy, niezawodowi ludzie wzięci z ulicy do filmu, oraz realizacja całej produkcji w domu reżysera. Niebanalne.

Ten eksperymentalny obraz Nuri Bilge Ceylana opowiada o dwóch mężczyznach - pierwszy to znużony życiem czterdziestolatek nieźle usytułowany i rzekomo zakorzeniony w mieście, drugi zaś, to jego krewniak ze wsi, który przyjechał, aby szukać swojej szansy w Istambule. Zatrzymuje się u wuja spędzając z nim milczące dni.

Można powiedzieć, że czynności życiowe starszego z dwójki Turków ograniczają się do oglądania telewizji, palenia papierosów i natrętnego chowania butów kuzyna do szafki. Krewny - o imieniu Uzak - wlecze się bez celu po mieście w poszukiwaniu pracy. A jeśli te starania spełzają na niczym, także w poszukiwaniu miłości.

Młody mężczyzna ze wsi próbuje znaleźć swoje miejsce w Istambule, jednak daremnie. Jego wuj Mahmut stwarza pozory przystosowanego do wielkomiejskiej rzeczywistości. Uzak wydaje się być zafascynowany stylem życia krewnego, jednak z każdym kolejnym, ponurym, zimowym dniem relacje między kuzynami zaczynają się komplikować a spojrzenie gościa w domu Mahmuta na Istambuł dość znacznie się zmienia.



Czy jest na świecie ktoś, kto nie zaznał "pustki wielkiego miasta"? Dotyka ona szczególnie osoby z prowincji, które w poszukiwaniu lepszego jutra przyjeżdżają do wyśnionych metropolii, które jednak okazują się wielkim rozczarowaniem. Marzenia pryskają jak bańka mydlana, a rodzina - w której jak myślimy - znajdziemy oparcie, również okazuje się mieć granice cierpliwości. Uzak ma tym bardziej utrudnione zadanie, że jest zupełnie niewyedukowany, do tej pory żył w wiosce ogarniętej recesją, a teraz rzucając się na głęboką wodę stwierdza, że złamał sobie kręgosłup, bo dno jest bliżej niż myślał.

Typowy film Bliskiego Wschodu. Mało słów, właściwie nie ma ich wcale, więcej gestów, sugestywnych spojrzeń i tworzenia napięcia wyłącznie poprzez obraz. Podkreślić trzeba, że nie jest to film w żadnej mierze religijny, co jest standartem w większości produkcji pochodzących z krajów islamskich.

To dość smutna i przygnębiająca opowieść, jednak uważny widz dojrzy niewielkie elementy i styuacje humorystyczne, które powodują pojawienie się mimowolnego uśmiechu na twarzy. Największa siła filmu tkwi w pewnej sympatii czy wręcz współczuciu jakim zaczynamy pod koniec dzieła darzyć bohaterów obrazu Ceylana. Nie można również zapominać o amatorskich aktorach, którzy odwalili kawał dobrej roboty. Świetnej roboty.

Absolutnie zasłużony grad wyróżnień w kraju i za granicą, w tym również nagroda jury w Cannes. Film obowiązkowy dla wszystkich, którzy uważają się za miłośników kina Bliskiego Wschodu.


_____
Marika
21:36, ja-marika , Dramat
Link
czwartek, 02 listopada 2006
Click: i robisz co chcesz


CLICK: I ROBISZ CO CHCESZ
Click
USA, 2006
reż. Frank Coraci



Michael Newman jest architektem pracoholikiem, ciągle dąży do coraz lepszej pozycji w firmie. Jest głową rodziny – ma piękną żonę i małe dzieci. Oczywiście brakuje mu czasu na odpowiednie zajmowanie się nimi, w krytycznym momencie rezygnuje nawet z oczekiwanego przez wszystkich wyjazdu na krótki urlop z okazji Święta Dziękczynienia, bo nadarzyła się okazja wykonania ważnego projektu z szansami na awans. Nade wszystko jednak drażni go ilość pilotów w domu do rozmaitych urządzeń – TV, radio, brama garażowa i inne, nigdy nie brał tego właściwego. Pewnego dnia postanawia coś z tym zrobić i wybiera się do sklepu w poszukiwaniach pilota uniwersalnego...

Udaje mu się znaleźć takie urządzenie – tajemniczy człowiek na tajemniczym zapleczu sklepu proponuje mu owego pilota. Ma on jednak niecodzienną funkcję – potrafi przewijać również wybrane fragmenty życia codziennego, jak również zatrzymywać je w dowolnie wybranym momencie. Jest tylko jedno „ale” – Michael nie może go zwrócić. Początkowo pilot zdaje się być panaceum na wszystkie problemy – Michael ma dzięki niemu czas zarówno na wszystkie projekty, jak i na rodzinę. Sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli kiedy okazuje się, że raz „przewinięta” czynność będzie przewijać się już zawsze...



To tyle opisu fabuły, nie będę opisywał całej bo naprawdę warto żebyście sami zobaczyli co dalej. Choć w pierwszym momencie strona Science – Fiction filmu może drażnić, nie narzuca się na szczęście za bardzo, nie jest też szczególnie kiczowata. Prawdziwym sensem i głębią (wbrew pozorom – według mnie ten film ma głębię) jest zwrócenie uwagi na miejsce pracy i rodziny w życiu człowieka. Choć temat hierarchii wartości był już wielokrotnie poruszany i można go uznać za wytarty, w „Click...” jest on potraktowany naprawdę oryginalnie. Konwencja na wpół S-F pozwala Michaelowi np. spojrzeć na pewne momenty z życia niedostrzeżone – tu przewinięte – z boku, powrócić do nich, nie przeżyć ponownie ale chociaż zobaczyć. Do tego film jest naprawdę poruszający, zmusza do przemyślenia własnych działań, spojrzenia na swoje życie właśnie z boku.

Na pewno widza który oczekuje artystycznych wartości ten film nie zadowoli, wyraźnie jest to obraz z gatunku bardziej popularnych, ale mi bardzo przypadł do gustu, myślę że każdemu człowiekowi przyda się raz na jakiś czas małe szturchnięcie i zapytanie: „Czy Twoje życie tak naprawdę ma sens?” i według mnie naprawdę mniej istotne jakimi środkami, ważne żeby poruszyło serce i wydało plon.


_____
Darek
22:06, ja-marika , Komedia
Link
Życie ukryte w słowach


ŻYCIE UKRYTE W SŁOWACH
La Vida secreta de las palabras
Hiszpania, 2005
reż. Isabel Coixet



Z wielką ochotą i dużymi oczekiwaniami zabrałem się do oglądania tego filmu – w większości recenzji oceniany był dość wysoko. Niestety nadzieje okazały się płonne. Szczerze mówiąc film mnie nie zaciekawił, był po prostu dziwny. Duże pochwały należą się za to aktorom – Sarze Polley i Timowi Robbinsowi, świetny duet w którym utkana została misterna sieć wzajemnych doznań, odczuć i nietypowych relacji.

Rzecz dzieje się na zniszczonej pożarem platformie wiertniczej. Większość załogi została ewakuowana do czasu naprawy obiektu. Pozostało tylko parę osób – szef, kucharz, naukowiec, który zliczył 25 milionów fal uderzających codziennie o platformę, kilku innych gości i Josef – człowiek mocno okaleczony w pożarze – poparzony niemal na całym ciele, w wyniku doznanych obrażeń stracił też tymczasowo wzrok. Całkiem przypadkiem Hanna zgłasza się do opieki nad Josefem. Jest ona typowym pracoholikiem w jakieś fabryce, praca jest jej jedyny zajęciem, o niczym innym w życiu nie myśli, nic innego nie robi, cierpi na wadę słuchu, do tego jest chorobliwą pedantką. Szef zmusza ją do wzięcia urlopu, wyjeżdża więc do Irlandii, tam los podtyka jej możliwość zajęcia się kimś.



Dość interesujący jest rozwój relacji jakie istnieją między Hanną a Josefem. Ona – małomówna, on – wręcz przeciwnie, ciekaw wszystkiego, człowiek który pozbawiony został wzroku, nie wie kto się nim zajmuje, uważa Hannę za kogoś innego – być może jakąś jego znajomą – ona nie wyprowadza go z błędu. Josef jest typowym twardym facetem, przystosowanym do cięzkiej pracy, a teraz w obliczu ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jest zdany wyłącznie na innych, nawet wypróżnić się nie jest wstanie sam. To powoduje jego wewnętrzną przemianę, rozmowa pełna ironii i humoru chroni go przed popadnieciem w szalenstwo. Hanna również się zmienia – przestaje być tak zamknięta w sobie, zauważa też inne strony życia niż praca. Oboje burzą w sobie nawzajem wewnętrzne mury zbudowane przez krzywdy losu i ludzi.

Fabuła może i interesująca, albo inaczej – potencjalnie interesująca, i jakkolwiek film był wysoko oceniany, podobnie jak umiejętności reżysera – Isabel Coixet, to niestety nie trafił on w mój gust. Chociaż nie jestem zwolennikiem wartkich akcji czy szaleńczego tempa, lubię filmy które wyciszają i relaksują – ten wyciszył mnie za bardzo.


_____
Darek
14:29, ja-marika , Dramat
Link
 
1 , 2 , 3